Równouprawnienie ma być, ale…
14 05 2007
…ale nie zawsze jest. Co w tym dziwnego? W zasadzie nic… ale gdy jedną z takich “nie-równo-uprawniających”osób jest facet pracujący w ośrodku interwencji kryzysowej robi się “ciekawie”, prawda? Wczoraj miałem z nim ustne zaliczenie z przedmiotu traktującego o przemocy w rodzinie. Jakby na to nie patrzeć - przemoc domowa to wywyższanie się faceta i poniżanie kobiety. Co prawda może być odwrotnie, ale niestety w 96 na 100 przypadków to właśnie mężczyzna podnosi rękę na kobietę.
Już po kilku minutach od rozpoczęcia zaliczenia rozeszła się informacja “on lubi chłopców” (kojarzy się? Nam też się kojarzyło
). Nie wierzyłem. Bo jak to tak…gość, który na codzień pracuje z maltretowanymi kobietami tak perfidnie faworyzował by facetów? Nieee…to nie możliwe. A poza tym różne rzeczy mówimy w stresie. Nie mówiąc o sytuacji gdy wychodzi się z sali z “2″ w indeksie.
Po kilku godzinach “pasjonującego” czekania przyszła moja kolej. Tak się ładnie złożyło, że do sali wszedłem razem z koleżanką. I wiecie co? “Plotki” były prawdziwe! Ja dostałem pytanie w stylu: “Czy Adam Mickiewicz nazywał się: Adam, Kamila czy Funfel”. A ona? A ona tylko “nieco” trudniejsze: “Podaj gatunek mrówki, które Tadeusz ściagał z biustu Telimeny” (czy jak jej tam). Można przymknąć oko na delikatną pomoc, czy chwilowe “oszołomienie” wykładowcy urokiem…a raczej dekoltem studentki
Ale to? Tak się - za przeproszeniem - kuźwa nie robi! Facet w praktyce zaprzecza rzeczom których uczy w teorii. O wiele lepsza jest już Seniorita P o której pisałem już wcześniej. (swoją drogą jutro mam u niej zaliczenie). Ona przynajmniej czepia się wszystkich na równi. Ani płeć, ani wiek nie mają znaczenia. Jedyne co musisz zrobić, to podpaść…a o to nie trudno
Faceta od interwencji zapamiętam na długo. I nie będą to dobre wspomnienia.
I tym optymistycznym akcentem…







na każdej uczelni znajdzie się ktoś taki