Sinusoida Zakonu Feniksa część 3

7 04 2007

Sinusoidy część trzecia i ostatnia. Gdybym miał wystawić książce ocenę w skali 1-10 było by to 7/10. Czytając odniosłem wrażenie, że Rowling sama nie wie co chce napisać: mroczną historię, czy zabawną historyjkę? Minusów jest więcej, ale już o nich pisałem. Nie będę się powtarzał :)

Gdy ja piszę, a Wy czytacie te słowa, autorzy najprawdopodobniej kończą przerabianie książki na film. Wszystkie cztery części były bardzo dobre, ale musiały ustąpić miejsca książkowym oryginałom. Tym razem będzie chyba na odwrót. Filmowcy najprawdopodobniej nie przeniosą z papieru na ekran nudnych fragmentów, a klimat przesuną w tą lepszą - mroczną stronę. W “trójce” zaskoczyli mnie bardzo pozytywnie. Szczególnie sceną w pociągu i pierwszym Dementorem. Oglądałem go wieczorem, przy zgaszonych światłach. Byłem sam w domu. Gdy “zamarzły” okna zacząłem się czuć nieswojo. Nie żartuję! Cóż… szkoda tylko, że ekipa odpowiedzialna za polski dubbing, po raz kolejny “zepsuje” wszystko marnymi głosami. Znając życie po raz kolejny Harry będzie mówił jakby miał 13 lat, a wszystkie dialogi będą perfidnie studyjne. Ale ja i tak będę ogladał angielski oryginał. Oczywiście podzielę się wrażeniami tak szybko jak to tylko możliwe :)

Colgate? Denivit? Nieważne…Ważne że białe!



Brutalne gry nie mają złego wpływu?

3 04 2007

“18 letni chłopak wydłubał koledze oko, bo chciał zobaczyć co jest z drugiej strony. Po przeszukaniu mieszkania okazało się, że na dysku twardym komputera znaleziono grę GTA 3. Czy po raz kolejny mamy doczynienia z produkcją wypaczającą psychikę młodego człowieka? Czy padł ofiarą kontrowersyjnej produkcji?…”

GTA? Rule of Rose? Ile razy musieliśmy słuchać tego typu herezji? Podpowiem - zbyt wiele. “Obrońcy Moralności Dziecięcej” wykorzystują każdą okazję, żeby sobie pokrzyczeć. Oczywiście większość nie ma bladego pojęcia i nie orientuje się w temacie. Nie wie o czym mówi, ale mówi. Później mamy takie kwiatki jak nazywanie Beyond Good & Evil grą szatańską (za sam tytuł). Czasami osoby grające próbują się przebić i powiedzieć coś mądrego (popartego sensownymi argumentami), ale zostają zakrzyczane. Niestety coraz częściej zauważam, że przeciwnicy OMD zaczynają zniżać się do ich poziomu. I jedni i drudzy zarzucają się tekstami typu “wg badań Kowalskiego gry mają zły wpływ!” “A nie prawda bo wg badań Nowaka mają dobry wpływ!”. Na gram.pl przeczytałem o pewnych badaniach. Tu cytat:

Naukowcy z Politechniki Swinburne (Melbourne, Australia) przebadali 120 dzieci w wieku od 11 do 15 lat. Sprawdzali ich zachowania przed i po 20-minutowej sesji z grą Quake II, by stwierdzić, na ile rozgrywka wpłynęła na zwiększenie poziomu agresji.”

Moim zdaniem, to badanie jest bezsensowne. Czy nie uważacie, że 20 minut to za mało żeby cokolwiek zaobserwować? Wyniki badań mówią, że 20 min gry nie zwiększa poziomu agresji, ale nie oznacza to że katowanie Quake 2 czy Doom 3 nic nie zmienia. Gry komputerowe (tak jak filmy i bajki) MAJĄ ogromny wpływ na psychikę dziecka. Właśnie dlatego 10-11 latek nie powinien grać w GTA, FPSy czy Silent Hill. Brutalne gry może i nie zrobią z niego mordercy, ale wpłyną na psychikę. Nikt ani nic tego nie zmieni. I żeby nie było - gry mają nie tylko “zły” ale i “dobry” wpływ. Media oczywiście skupiają się na tym pierwszym. Po co mówić w Uwadze/Interwencji, że Jaś Kowalski, lat 10 lepiej rozumie matematykę dzięki “Myszka Miki uczy liczyć”. To drugie jest ciekawsze. “Oddziaływanie” gier to temat rzeka. Bez problemu można wymienić przykłady “dobrego” i “złego” wpływu (przykłady na życzenie :) ). Moim zdaniem wszystko zależy od podejścia rodziny. Jeśli matka pozwala na oko 10 letniemu dziecku kupić DM of Might & Magic to… słów brakuje. (przykład z życia). Jeśli maluch dorasta w “normalnej” rodzinie w domu pełnym miłości, nie spędza całego dnia grając w gry w które grać nie powinien nic złego się nie stanie. Mówiąc krótko - gry mają wpływ na psychikę: dobry i zły, ale nie robią z Kubusia - Kuby Rozpruwacza.

PS. Tłumaczenie: “zabił bo grał w GTA” to dla mnie paranoja. Nie wspominam o nim, bo prawdę mówiąc szkoda moich palców, klawiatury i waszych oczu na czytanie takich bzdur. Szkoda tylko, że w USA to “dyżurna wymówka” w sądzie…która coraz częściej się sprawdza

A na deser…

Beyond Good & Evil - “szatańska gra”. Tak szatańska, że aż “sympatyczna i kolorowa.



Sinusoida Zakonu Feniksa część 2

1 04 2007

Wracamy do Pottera. W części pierwszej kombinowałem jak mogłem, żeby opisać jak najwięcej, zdradzając jak najmniej. Być może już niedługo poznam lepszą i bardziej estetyczną metodę ukrywania spoilerów. Ale do rzeczy…

CZĘŚĆ 2 - PLUSY

Fabuła - Jak zwykle udało się wcisnąć porządny zwrot akcji, za co należą się brawa. Zakon Feniksa jest tym dla Harry’ego Pottera czym Mroczne Widmo dla Gwiezdnych Wojen. Mówiąc krótko - częścią “polityczną”. Typowej “akcji” jest tu mniej, ale nie oznacza to że jest nudno. Końcówka jest naprawdę znakomita, a finał bardzo emocjonujący. W filmie to dopiero będzie coś!

Klimat - Od zawsze myślałem że Harry Potter to taki bardzo popularny Czerwony Kapturek, ot bajeczka dla dzieci. Cóż…może to jest “bajeczka”, ale BARDZO mroczna bajeczka. Nie jest tak ponuro jak w tomie 4, ale i tak kłaniam się nisko.

CZĘŚĆ 2 - MINUSY

Nuda, Akcja, Nuda, Akcja, Nu… - Początek ksiażki jest po prostu nudny. A gdy już coś się zaczyna dziać…autorka katuje czytelnika kolejnym nudnym fragmentem. O dziwo, tak jest do samego końca. Koncówka powinna wciskać w fotel. Akcja przyspiesza a tu nagle…stop. Kolejny opisik. Po jaką za przeproszeniem cholerę - nie wiem.

Romantyczne rewolucje żołądkowe - to już przegięcie. Czy miłość można wyrazić tylko jednym - wywróceniem się żołądka na drugą stronę? Widać autorka nie potrafi inaczej… A może tak już jest w świecie magii? Może czarodziej mówi czarownicy “kocham cię tak że aż mi się kiszki wyprostowały?”

Traumatyczne rewolucje żołądkowe - Dzieje się coś złego…I znowu żołądek daje o sobie znać. Ech…

Facet macha kredką - ok, teraz mogę się narazić miłośnikom powieści (o ile jeszcze tego nie zrobiłem). Końcówka jest bardzo emocjonująca dopóki nie rozpoczyna się wielki “grupowy” pojedynek wielkich czarodziejów (śmierciorzercy vs ktośtam). Wybaczcie, ale gdy próbuję wyobrazić sobie dorosłego człowieka który macha różdżką jakby odganiał się od much, krzyczy przy tym teksty typu PROTEGO! i unika kolorowych światełek…zaczynam się śmiać. Zdanie zaczynające się od “walczył tak intensywnie…” dokończyłem mimowolnie “że aż mu się różdżka spocila”. Musiałem przestać czytać bo nie wypada rechotać gdy wszyscy inni śpią. Może filmowcy zrobią z tego pojedynku coś fajnego, bo książkowy opis był po prostu śmieszny i na siłę dramatyzowany.

Zakochany idiota- Ech, szkoda gadać. Rowling robi z Pottera upośledzonego uczuciowo idiotę. Chłopak ratuje świat przez zagładą, a mając 15 (16?) lat zachowuje się przy dziewczynie jakby miał 5 (6?). Chodzi tu oczywiście o związek Harrego z Cho. Wygląda to jakby ponętna 20 latka, podrywała 8 latka, który woli lepić babki z piasku. Pocałunek w usta to dla niego jak całowanie kota pod ogon. Nie mówiąc o przytulaniu…Ok - nie chodzi o to, żęby robić z Pottera jakiegoś lovelasa, ale bez przesady. Te ciągłe niepowodzenia i strach przed Cho są BARDZO sztuczne i BARDZO mocno to widać.

Cudowna słodycz gnijącego cmentarza Na początku napisałem, że klimat dopisuje. Niestety, ale po raz kolejny autorka niszczy go kretyńskimi opisami. Widać to na przykład po wizycie w szpitalu gdzie opisanie “zabawnych” dolegliwości psuje atmosferę tajemniczości. Jeśli ktoś pisze książkę w której jest śmierć, po co bawić się we wciskanie na siłę “rozluźniaczy”? Całe szczęście, że film będzie pozbawiony tych “słodkości”.

To by było na tyle, moi drodzy. Mimo że wad jest naprawdę wiele, książka jest warta przeczytania. Zakon Feniksa to kolejne elementy bardzo ciekawej układanki. Z niecierpliwością czekam na film. Ale o nim - w trzeciej i ostatniej części :)