Beethoven IV - recenzja

22 04 2007

Nakręcili już cztery części? - pomyślałem widząc w Tele Tygodniu tytuł Beethoven IV. Postanowiłem, że odstawię naukę na dwie godziny i obejrzę “czwórkę”. W końcu pierwsza część to jeden z filmów z mojego dzieciństwa. I to jeden z ulubionych. Zaparzyłem herbatkę z dużą ilością cytryny, usiadłem wygodnie w fotelu i zaczęło się…

Na początek kilka słów o fabule. Minęło wiele lat odkąd Beethoven trafił do domu państwa Newtonów. Dzieciaki powoli dorastają (pojawi się mikro-wątek miłosny), pan Newton troszkę się zmienił, ale pies jaki był taki jest. To znaczy: nadal pije wodę z sedesu, ślini buty, zżera wszystko co nadaje się do jedzenia i nadal gania listonosza. Aha… przy okazji demoluje różne rzeczy i doprowadza do wściekłości gospodarza domu (mówiąc krótko - normalka). Pewnego dnia pewna rzecz ulegnie zmianie, a raczej za-mianie. Niedaleko Newtonów mieszka w willi bogata rodzinka, która również ma “pod opieką” bernardyna. Książę, bo tak się wabi jest zupełnym przeciwieństwem Beethovena. Jak nietrudno się domyślić psy zamienią się miejscami, co będzie powodem wielu mniej lub bardziej zabawnych sytuacji.

Niestety autorzy nie wykorzystali w pełni potencjału przedstawionej historii. Mieli kilka fajnych pomysłów, ale chyba nie wiedzieli na co ostatecznie się zdecydować. Wzięli więc wszystkiego po trochu i skleili z tego film. Koniec końców, większość wątków sprawia wrażenie poucinanych i niekompletnych. Moim zdaniem w zupełności wystarczył by motyw zamiany psów. Po co dodawać inne tak rozbudowane? Pamiętacie znakomitą komedię familijną “Czy to ty czy to ja?”. Tam też była zamiana, doprawiona do smaku…powiedzmy “czymś innym”. Po raz pierwszy widziałem go w kinie w piątej klasie - czyli jakieś 10(11?)lat temu. Po raz ostatni kilka miesięcy temu. I wiecie co? Nadal mi się podoba :) Warto go obejrzeć.

Wróćmy jednak do Beethovena, który ma kilka innych wad. Film niebezpiecznie przesunął się w stronę kreskówek. Upadkom, wywrotkom czy “katastrofom” towarzyszą znane z bajek i zupełnie niepotrzebne efekty dźwiękowe. Poza tym postacie przesadnie wyrażają swoje emocje (mimika), często robią z siebie idiotów, żeby podkreślić jakąś scenę. Mówiąc krótko - miejscami humor jest naciągnięty jak stringi na zapaśniczce Sumo. Szkoda - bo pierwsza część obeszła się bez takich “ulepszaczy” i była naprawdę dobra. W czwartej nie było ani jednej sceny, która by mnie choć trochę rozbawiła. Oczywiście jest to opinia osoby “dorosłej”. Dzieciaki znajdą wiele powodów do śmiechu :)

Odcinanie kuponów boli. Beethoven IV w przeciwieństwie do “jedynki” jest bardzo przeciętny. Maluchy się pośmieją, my odpoczniemy od poważnego kina, ale raczej nikt nie będzie do niego wracać. Ot taka jednorazówka…

OCENA 4/10

Plusy:
-lekki, łatwy i przyjemny
-można obejrzeć…

Minusy
-…ale czy trzeba?
-pourywane wątki
-naciągany humor
-odcinanie kuponów


Opcje

dodajdo.com

Info

1 Odpowiedź do “Beethoven IV - recenzja”

1 05 2007
Anonim (19:12:47) :

jest fajnym psem

Odpowiedz

Możesz używać tagów : <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>