Filmowe wpadki

13 03 2007

Są ludzie, którzy wręcz kochają oglądać filmy pod mikroskopem. Po co? Po to, żeby wyłapać najróżniejsze wpadki. Dzięki nim dowiadujemy się ze Gandalf chodzi w trampkach a w Ogniem i Mieczem możemy zobaczyć XX wieczną stodołę. Nie jestem z nich bo nie mam aż tyle cierpliwości, ale mam dla Was dwa “świeżo złapane” przykłady. Pierwszy pochodzi z Zemsty Sithów. Co ciekawe na błyszczącej głowie C3PO odbijał się kamerzysta. Filmowcy wycinali je klatka po klatce. Mogli by wyciąć też ten cień plastikowego miecza, którymi walczą aktorzy…


Miecz świetlny rzuca…cień? :)

A teraz coś jeszcze lepszego. Jak dla mnie prawdziwy klasyk rodem ze znakomitego Gladiatora.


Eeee… butla?



Koszmar z ulicy Dubbingu…

10 03 2007

Wczoraj miałem wątpliwą przyjemność ogladać Harrego Pottera z dubbingiem. Wytrzymałem do pierwszych reklam…


Ta mina mówi wszystko - właśnie obejrzeli swój film z polskim dubbingiem…

Nigdy nie lubiłem dubbingu, bo nie po to aktorzy męczą się i powtarzają sceny kilka (naście?) razy, żeby całą pracę zmarnował marny aktorzyna (a raczej lektor) z Polski. O ile głos “polskiej wersji jezykowej” Hermiony można jeszcze przeboleć to Harrego i Rona już nie. Ale one, w porównaniu do innych są wręcz genialne. Tekst “To morrrrrrderrrca” wypowiadany przez…hmmm wybaczcie nie pamiętam jak sie nazywał. W każdym razie chodzi o tego typka z autobusu. Tekst który wypowiedział spodobał by się logopedzie (wyraźne dźwieczne “r”, buzia szeroko otwarta itp), ale dla mnie był jakiś taki sztuczny. Jedną z spartaczonych postaci jest Draco Malfoy. Polski dubbing (moim zdaniem) nie za bardzo do niego pasuje. Najbardziej ucierpiał jednak Dumbledore. W oryginale ma świetny głos - nie do podrobienia. Mówi sie trudno. To jednak pikuś w porównaniu do tego co zrobili z głosem Shreka.

Dubbing w Shreku ogólnie jest dobry, ale głos głównego bohatera to porażka. W orginale mówi on łamanym angielskim - na przykład w drugiej części na pytanie teścia czy coś czyta odpowiada: “Som skerri buk” Brzmi znakomicie :) Polski Shrek mówi zbyt wyraźnie. To samo tyczy się kota w butach. Nie pamiętam kto urzyczył gardła, ale Antonio Banderas to to nie jest. Że czepiam się detali? Że przesadzam? Może i tak, ale szkoda mi tego charakterystycznego akcentu. To samo tyczy się Osiołka - Jeży Stuhr spisał się na medal, a nawet i dwa, ale oryginału nie przebije. Ale jak już powiedziałem - polski Shrek jako całość jest naprawdę dobry

Jedynym filmem w którym dubbing kładzie oryginał na łopatki jest Epoka Lodowcowa (obie części). Dla mnie to po prostu wzór dubbingu! Dlaczego? Bo lektorów dobrano tak, żeby mogli grać swoimi naturalnymi głosami. Nikt nie musi niczego udawać. Mówiąc krótko - grubas podkłada głos pod grubasa. Nie biorą anorektyka, który za wszelką cenę stara się mówić GRUBYM głosem.


“Nic nie mów, bo nas jeszcze zdubbingują!”

A wracając do Pottera i jego wesołej ekipy. Zastanawiam się co będzie w Zakonie Feniksa. Wezmą przykład z Epoki Lodowcowej i dopasują lektorów do postaci? Czy znowu dostaniemy zestaw ” studyjnych nagrań dla logopedy”?

PS. Na koniec mam coś do powiedzenia osobom, które jeszcze nie widziały żadnej części przygód Pottera. I nie chcą widzieć, “bo to film dla dzieci a ja mam XY lat”. Dajcie mu szansę! :) Dopóki nie obejrzałem pierwszej części myślałem dokładnie tak samo: że to wielka szmira/chała/lipa/badziewie (niepotrzebne skreślić). Pewnego dnia TVN pochwalił się, ze wyemituje pierwszą część. Postanowiłem, że obejrzę pierwsze 20-30 minut i zobaczę co w tym ludzie widzą. Może dowiem się dlaczego młodzi ludzie przebrani za czarodzieja są w stanie stać o 3 rano pod Empikiem - bo wyszła nowa część. Obejrzałem tyle ile zaplanowałem - dubbing kompletnie mnie zniechęcił. Ale mi się spodobało… Po pewnym czasie w moje łapki wpadło DVD z angielską wersją do wyboru. Różnica jest ogromna - zupełnie inny film, zupełnie inaczej się to oglada. Obejrzałem z przyjemnością od pierwszej do ostatniej minuty - to naprawdę dobry film ze znakomitą, dobrze poprowadzoną fabułą. Żeby to docenić trzeba wyjść z kokonu dorosłosci, przełamać się i dać mu szansę :) A więc szanowni dorośli, na trzy wychodzimy z kokonu. RAZ…DWA…TRZY!



Windows XP UWI Edition cz2

7 03 2007

Witam w drugiej części poświęconej instalacji i pierwszym poważnym problemom.

Część druga - instalacja

Jedną ze zmian jest zautomatyzowana instalacja. Nie mówię tu o uaktualnianiu z poziomu windowsa, a o instalacji “czystej” kopii. Na czym to polega? Po uruchomieniu płyty windows automatycznie rozpakowuje pliki i… zaczyna instalację! Zero potwierdzania licencji, wpisywania klucza - nic! Nie ma formatowania, wciskania F8, ESC czy Enter. 20 minut później mamy nowy system. Fajne? Nie do końca. Owszem mamy UWI ale mamy też starego XP. Gdzie w takim razie zainstalował się “nowy”? Na najbliższym “wolnym” dysku czyli w moim przypadku D. Z

ainstalował się tak jak program, bez formatowania partycji. Trudno uznać taką automatyzację za zaletę. Poza tym to co miało skrócić czas instalacji wydłużyło ją do niemal 2 godzin.

Instalacja wyglada zupełnie inaczej gdy nie mamy żadnego windowsa. Możemy wybrać dysk na którym będzie nowy system. Po instalacji okazuje się, że jednak nie wszystko jest tak jak być powinno. Owszem, sam Win jest na C, ale wszystkie dodatkowe programy mamy na…innym dysku! Cały czas mówię o instalacji, ale nie napisałem nic o problemach. A tych było sporo…

 

Po kompletnym formacie okazało się że instalator nie rozpoznaje dysków. Coś mu nie pasowało - uparcie twierdził że “partycja nie jest w formacie rozpoznawalnym dla winxp” :( Nawet po formacie z poziomu instalatora! Po kilku próbach, przetasowaniu wielkości partycji i kilku formatach (partition magic) - załapał…ale nie do końca. W połowie kopiowania plików okazało się, że zabrakło mu miejsca na dysku. Win XP nie mieści się na 50GB? No no no… Po kolejnym formacie wszystko poszło gładko. Pliki sysemowe są na C, cała reszta włacznie z My Documents czy Program Files na E. To nie koniec. Zmieniła się też wielkość partycji. Jakimś cudem z 4 mam 3 w tym kobyłę na 170GB…

Przy pierwszym uruchomieniu powitał mnie bardzo ładny pulpit a chwilę później kilkanaście okienek: Skype chce założyć konto, Awast skanować system, Yahoo i Google proszą o login, coś od ramu chce testować prędkość…. uff. Najgorsze dopiero przed nami. Po tych wszystkich okienkach pojawił się komunikat o błędzie w rejestrze. Nieładnie. Oj nieładnie. Pojawia się do tej pory.

Instalacja sterowników przebiegła bez najmniejszych problemów. Nie było błędów typu “nieprawidłowa wersja windows” czy coś w tym stylu. Co wiecej, niezbyt szybkie oprogramowanie X-Fi działa tu naprawdę dobrze. Na dzień dzisiejszy mam zainstalowane niezbędne programy i dwie gry. Działają tak jak i na “zwykłym” XP. Być może benchmarki wykazały by jakąś różnicę, ale nie o to w tym chodzi. W następnej części opiszę stabilność. Gry, długie działanie, defragmentacja dysków pozwolą na sprawdzenie jak duże obciażenie jest w stanie znieść.

 

Fotki - wybaczcie za jakość. Robione telefonem:

http://img105.imageshack.us/my.php?image=obraz0168dy8.jpg

http://img53.imageshack.us/my.php?image=obraz0170422×337gx5.jpg

Zrzuty ekranu:

http://img410.imageshack.us/img410/316/pulpituf6.jpg

http://img47.imageshack.us/my.php?image=mjkomputeryi1.jpg