Na pudełkach z filmami w 9/10 przypadkach można znaleźć informację: “komedia”, “horror”, “dramat”. Na Step Up go nie ma. Albo dystrybutor był leniwy/zapomniał, albo doszedł do tego samego wniosku co ja - tego filmu nie da się zaszufladkować, przypiąć metki. Nie jest ani komedią, ani tym bardziej romantyczną, nie jest dramatem, ani filmem muzycznym. Tak naprawdę jest miksem tego wszystkiego. Ale po kolei…

Menu główne płyty z filmem
Zacznę od fabuły. Oczywiście nie zdradzę wszystkiego, bo nikt nie lubi spoilerów. Tyler to chłopak, który nie może narzekać na nadmiar atrakcji w życiu. Mieszka z ojcem pijakiem, ma kiepskie kontakty z siostrą. Jego jedynym zajęciem jest nocne szwendanie się z kumplami, granie w kosza i chodzenie na imprezy. Tyler czuje się jak wróbel zamknięty w ciasnej klatce - chciałby rozprostować skrzydła i odlecieć, ale ograniczają go “kraty życia”. Pewnego dnia, podczas jednej z “imprez” po raz kolejny podpada wymiarowi sprawiedliwości za co zostaje skazany na 200 godzin prac społecznych. W ten właśnie sposób trafia do Szkoły Sztuki. Zamiata, wymienia przepalone świetlówki, 20 raz sciera podłogę po wchodzących do szkoły studentach. Na koniec dnia, na parkingu przed szkołą daje swoim znajomym pokaz umiejętności tanecznych. A musicie wiedzieć że rusza się jakby ktoś mu powycinał kości. Zauważa to Nora - nasza druga bohaterka. Tak się ładnie złożyło, że akurat potrzebowała partnera do tańca. Namawia Tylera aby poćwiczył z nią w ramach prac społecznych. I tak to wszystko się zaczyna…

Tyler właśnie udowodnił, że umie trzymać nie tylko mopa
Muzyka w filmie najczęściej jest tylko tłem tego co dzieje się na ekranie. W Step Up tak jak w filmach muzycznych, bardzo często jest na odwrót. To co widać schodzi na dalszy plan, a na pierwsze miejsce wchodzi to co słychać. A słychać między innymi Sean Paula, Ciara czy Mario. Muzyka w takich scenach jest znacznie głośniejsza, rozłożona na wszystkich 6 głośników - daje to naprawdę fajny efekt. Step Up to nie Władca Pierścieni, ale i tak znalazło się trochę miejsca dla fajnych efektów przestrzennych: rozbijanie “rekwizytów” czy sceny w klubie brzmią bardzo dobrze. A skoro o tym mowa - tego filmu lepiej nie oglądać po cichu. I żadnego lektora! Psuje wszystko tym gadaniem

Balet? Czemu nie. Nowe znajomości i w ogóle
Na półkach przewala się wydanie 2DVD. Oprócz filmu znajdziemy sporo dodatków. Swoją drogą zastanawiam się, kiedy dystrybutorzy przestaną nazywać wybór scen dodatkiem. Jak tak dalej pójdzie nadruk na płycie i okładka będą dodatkami specjalnymi. Te prawdziwe dodatki to: zapowiedzi, zwiastun, wywiady, teledyski promujące film czy materiał z planu. Na drugiej jest jeszcze lepiej: mamy wycięte sceny (+ napisy do scen - brawo
), materiał z konkursu “Zatańcz w Step Up - Konkurs MySpace” oraz kilka teledysków. Szkoda, że nikt nie pomyślał o ścieżce dźwiękowej. Pudełko z filmem wylądowało w kartonowym, lakierowanym etui. Dobry pomysł, ale żałosna realizacja. Etui jest tak ciasne, że trzeba się siłować żeby wyjąć film! Przy trzeciej próbie wyjęcia karton się rozerwał. Mała strata. To samo było w Silent Hill - Monolith do roboty! Zróbcie coś z tymi pudełkami.

Mówiąc krótko - polecam. To naprawdę dobry film z ciekawymi, nie plastikowymi postaciami i nie do końca przewidywalną fabułą. Nie jest to kolejna tandetna, sztuczna do bólu produkcja typu: “Przystojny Pan poznał Piękną Panią, zakochali się w sobie, pokłócili, pogodzili i żyli dłuuugo i szczęęęśliiiwie”. To po prostu film o facecie, który odmieni swoje życie dzięki tańczeniu
I tym optymistycznym akcentem…
Kilka fotek z filmu:




