TV, Rospuda i zieloni męczennicy…

28 02 2007

Krew mnie zalewa gdy widzę kolejne relacje z doliny Rospudy. Najbardziej działa mi na nerwy telewizja. Wszyscy robią z zielonych męczenników, poświęcających swoje zdrowie…ba życie (niech będzie dramatycznie) dla drzew, storczyków i żab. A mieszkańcy Augustowa? Dla odmiany robią za tych “złych”.  No bo ktoś musi… To barbarzyńcy, którzy nie zwracając uwagi na storczyki chcą budować obwodnicę. Śledzę wydarzenia na bieżąco. Pokazali ich w TVN 24 (dłużej niż 10 sekund) dopiero gdy przyszli do obozu zielonych, dopiero gdy puściły im nerwy. Dopiero gdy przyszli z krzyżami symbolizującymi ofiary TIRów. Dzięki temu, obraz “mieszkańca barbarzyńcy” nabrał kolorów. A czy ktoś spoza podlasia zadał sobie tyle trudu, żeby zastanowić się o co (i ile lat) walczą mieszkańcy Augustowa? O obwodnicę? NIE! Oni walczą o własne życie!

Tak się składa, że jestem z podlasia (do Augustowa mam ok 100km) i wiem, co przeżywają mieszkańcy każdego dnia. Wyobraź sobie, że mieszkasz kilka metrów od szosy. Jest cicho, spokojnie, jednym słowem - sielanka. I nagle przejeżdża nią rozpędzony TIR. Wyobraźcie sobie ten huk i hałas który powoduje. Słyszysz to? No dobrze. To teraz wyobraź sobie, że taki tir przejeżdża co kilka sekund. 24 godziny na dobę, każdego dnia, cały tydzień, cały rok… non stop. Wyobraź sobie że od lat nie “słyszałeś” ciszy. Mało? Wyobraź sobie że musisz przejść na drugą stronę ulicy. Kierowcy TIRów mają pieszych głęboko w poważaniu, bo przecież ktoś inny się zatrzyma i cię przepuści. A że każdy tak myśli…I stój tak, 20-30 minut aż faktycznie ktoś się zlituje. A zima? Wyobraź sobie, że idąc spać zastanawiasz się czy w środku nocy zaspany kierowca nie straci panowania nad kierownicą i nie wjedzie w twój dom.

Dlaczego TV nie pokaże właśnie tego? Dlaczego, nie wejdą z kamerą do jednego z domów i pokażą jak to wszystko wygląda “od środka”? Na przykład w środku nocy? A może ktoś spróbował by przejść się trasą “szkoła podstawowa - dom”? (i sfilmować to) Ale po co? Jeszcze, wyjdzie na jaw że taki TVN czy inny Polsat ukazują zafałszowany obraz - bo ukazują. Po co psuć doskonały “imidż” męczennika jakim jest “zielony” i barbarzyńcy mieszkańca?



Kioskowa niespodzianka…

24 02 2007

W kioskach przewala się mnóstwo gier - większość tak jak papier toaletowy, zasadniczo jest to (_!_). Są i wyjątki (Painkiller, Freedom Force i kilka innych) ale większość nie zasługuje na jakiekolwiek uznanie. Jedni wydają zrobione przez siebie, drudzy przez innych. I jedne i drugie są najczęściej niedorobione, słabe, nudne, nieciekawe, frustrujące etc…

Od czasu do czasu trafiają się bardzo przyjemne niespodzianki. Takie jak Alarm for Cobra 11. To gra na podstawie pewnego niemieckiego serialu o tym samym tytule. To takie W11 tyle że zamiast sztucznego “Dobrze…chodźmy Maćku chodźmy…” mamy mnóstwo pościgów i efektownych kraks. Blachy się gną, szkło sypie, benzyna pali - poezja ;) Autorzy chcieli przenieść klimat serialu do gry. I wiecie co? Chyba się udało.

Gra jest naprawdę sympatyczna. Grafika ładna, model zniszczeń rewelacyjny. Model jazdy zręcznościowy, ale w granicach zdrowego rozsądku. Auta niestety nie są licencjonowane ale bez trudu rozpoznamy Mercedesa czy radiowóz - Porsche. Przejdziemy się także ambulansem czy cysterną. A o co w tym wszystkim chodzi? To zależy od zadania. Raz mamy zatrzymać wariata drogowego…demolując jego auto. Nie chciał słuchać “zwykłych policjantów”, dlatego przełożeni pozwolili dosłownie zmasakrować jego “niby-mercedesa”. Ktoś może powiedzieć że to głupie, bo policja tak nie robi…bla…bla…bla. Może i racja, ale ile przy tym zabawy! Innym razem musimy przegonić znanych z NFSa ludzi bawiacych się w nielegalne wyścigi (stajemy po drugiej stronie. Miła odmiana :) ). Są jeszcze ciekawsze zadania. Co powiecie na dogonienie rozpędzonej cysterny, której kierowca dostał zawału? Gdy już ją dogonimy musimy utrzymać się przy niej przez około 3 sekundy. Z naprzeciwka cały czas jadą samochody, a cysterna nie jedzie idealnie prosto (czytaj “od barierki do barierki”).

Jedyne co mi nie przypadło do gustu to muzyka. Jeśli ktoś lubi metal powinien być zadowolony. Na szczęście wszystkie pliki są w wma dzięki czemu można je podmienić. Pamiętacie muzykę z drugiej części Matrixa - scena na autostradzie? Skorzystałem właśnie z niej. Efekt? Powalający. Oprócz tego mam OST z Twierdzy oraz gry Kroniki Riddicka. Ale wystarczy… nie mogę powiedzieć o wszystkim. Muszę mieć o czym pisać w recenzji :)



Zdałem psychologię społeczną!

21 02 2007

Post, który właśnie piszę, a Wy czytacie miał dotyczyć konkursu na zapowiedź w CDA. Ale nie dotyczy. W końcu zdałem ostatnią poprawkę i zdałem indeks do dziekanatu. Jestem (nie do końca, ale jednak) wolny :)

Moja uczelnia tak jak życie,  pełna jest niespodzianek.  Trudne przedmioty są łatwe, a łatwe trudne.  Weźmy taką pedagogikę rodziny. Pani prof mówi, że zaliczenie będzie w formie ustnej - rozmowa na temat zagadnień + wrażenia z przeczytanej książki. Nie miałem innego wyjścia, musiałem iść do biblioteki. Czytałem i czytałem, a przed samym egzaminem godzinami wbijałem do głowy najróżniejsze definicje. Przychodzę na egzamin typu 2w1 (dwa przedmioty zaliczane na raz - ten sam wykładowca) i na dzieńdobry słyszę: “Poproszę o indeksy pedagogikę społeczną (to ja :) ). Widzę że chodziliście na zajęcia, pisaliście notatki. Wstawię wam 5 za obecność i aktywność” Mówiąc krótko - radość wymieszana ze złością (złodość?). Czas który przeznaczyłem na czytanie, mogłem poświęcić innym bardziej wymagajacym przedmiotom.

Takim jak psychologia rozwojowa. Zaliczenie miało być na podstawie notatek. Chodziły(bo na uczelni nie wypada biegać) słuchy, że to one są najważniejsze. Masz dobre notatki - zdasz. I tak też było, ale… no właśnie. U mgr P. dobre notatki to loteria. Równie dobrze można zastanawiać sie co było pierwsze “jajko czy kura”. Okazało się że 7/10 osób ma notatki beznjadziejne, 2/10 niezłe a tylko jeden szczęściarz dobre. A żeby było śmieszniej - Jasio przepisał od Małg0si “dobre” notatki i usłyszał, że…są do niczego!

Nic jednak nie przebije psychologii społecznej. To bardzo ciekawy przedmiot, ale gdyby pani prof była grą komputerową wymagania miała by takie, że Crysis się chowa. Zaliczyłem dopiero za 4 razem:  1 próba - wpadłem na ściaganiu, 2 próba egz poprawkowy oblany, 3 próba egz poprawkowy oblany, 4 próba egzamin ustny …ZDANY! Ale ile ja się naczytałem. Notatki, 2 rozdziały z książki Cialdiniego (”wywieranie wpływu…”) i inne zagadnienia wziete razem to prawie 200 stron (czcionka 11)! Konfornizm, dysonans , efekt aureoli czy determinanty atrakcyjności interpersonalnej będą mi się śnić po nocach (chyba) ;) Ale mam już wolne. I wiecie co? Nie muszę się z niczego uczyć…to dziwne uczucie.